USA: Zorganizowane wakacje dla dzieci i młodzieży
 |
Zbliżał się koniec roku szkolnego, nadchodził upragniony czas odpoczynku. W zimie zaplanowaliśmy z synem nasze wakacje w USA.
Ustaliliśmy trasę naszej wędrówki dokładnie z mapą w ręku. W tym roku postanowiliśmy udać się na północ Stanów, zobaczyć Niagarę, i część Kanady. Pierwszy etap podróży to Zielone Wzgórza Vermontu. Nie przypuszczaliśmy, że ten etap będzie najdłuższy i długo zostanie nam w pamięci.
W Internecie poszukaliśmy miejsc noclegowych. Interesowały nas motele oferujące noclegi w przystępnej cenie. Motel o wdzięcznej nazwie Magic View Motel w Londonderry VT wydawał się nam odpowiedni. Po czterech godzinach jazdy z NY zobaczyliśmy naprawdę magiczne miejsca. Zielone wzgórza Vermont, lasy, jeziora, spokojne czyste miasteczka, przyjaznych ludzi. Wysokie góry piętrzyły się wysoko nad nami.
Straton Mountain, Okemo Mountain oblegane szczególnie zimą przez narciarzy i snowboardzistów zrobiły na nas wrażenie. Sporty zimowe to ogromna atrakcja dla miłośników białego szaleństwa, przyjeżdża tu wielu zapaleńców. Właścicielka motelu pani Barbara Voitechonok przywitała nas serdecznie, oczywiście po polsku bo okazała się rodowitą warszawianką, która los skierował w dalekie strony. Poinformowała nas, że nastepnego dnia przyjeżdża do motelu grupa młodzieży na obóz letni summer Camp, z parafii Świętego Szczepana z Perth Amboy New Jersey.
Jako nauczycielka gimnazjum 104 w Radości od wielu lat jestem wychowawcą młodzieży w wieku 13 – 16, 17 lat. Byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądał wypoczynek dzieci w USA. Syn Paweł, który ukończył w tym roku gimnazjum chciał poznać rówieśników, chociaż obawiał się tej konfrontacji. Około południa 11 lipca do motelu przyjechała pierwsza część uczestników. Zaskoczenie !!. Miła pani Kasia i pani Beatka z dziećmi, wszyscy mówią po polsku. Okazało się, że summer camp "Wakacje z Panem Bogiem" został zorganizowany dla dzieci i młodzieży już po raz czwarty przez grupę aktywnych parafian z Perth Amboy New Jersey pod przewodnictwem o. Waldemara Łątkowskiego.
W tym roku po raz pierwszy przyjechali do Vermont małego miasteczka Londonderry. Następnego dnia przyjechała pozostała grupa wraz z opiekunami. Uczestnicy w wieku 3 – 17 lat zostali podzieleni na cztery grupy żółta, pomarańczową, niebieską i czarną. Każda z nich natychmiast otrzymała przydział obowiązków, który został umieszczony na tablicy ogłoszeń w koffee shop. Ojciec Waldemar - proboszcz parafgii św.Szczepana i St.Mary natychmiast zaprosił nas wszystkich do uczestnictwa w camp. Bardzo szybko poczuliśmy się związani z grupą i wraz z właścicielką stanowiliśmy wielką rodzinę, Ogniwem scalającym był oczywiście język polski. Już pierwszego dnia wieczorem ojciec Waldemar odprawił mszę świętą na wzgórzu, dzieci czytały pismo święte, o zmroku wspólne ognisko.
To przesądziło, że postanowiliśmy zostać dłużej w Magic Viev Motel. Rano przyjrzałam się sprawnej organizacji tej grupy. Byłam zdumiona, dokładnym rozplanowaniem każdego dnia, każda godzina była konkretnie wykorzystana, opiekunowie profesjonalnie przygotowani do roli wychowawcy. Ojciec Waldemar Łątkowski wyjaśnił temat tygodnia 8 Błogosławieństw. Każdy dzień zaczynał się liturgią z aktywnym udziałem dzieci.
Jako mama zainteresowałam się jak wygląda wyżywienie i przygotowanie posiłków dla tak licznej grupy. Nieocenionymi osobami były panie: właścicielka Barbara Voitechonok i Kasia. Zostaliśmy zaproszeni do wspólnych posiłków. Wszystko smaczne, pożywne no i oczywiście po polsku. Chciałam się odwdzięczyć za tak wielką gościnność i zaproponowałam swoją pomoc w gotowaniu zup. Panie zgodziły się, zupa ogórkowa cieszyła się powodzeniem, pomidorowa również. Poszczególne grupy dyżurujące pomagały sprzątać ze stołów, czyściły miejsca spożywania posiłków. Wszystkie dzieci chętne do pomocy, nigdy nie usłyszałam głosu sprzeciwu lub słowa zaraz , które często słyszę w domu lub w szkole. Każdej grupie zależało na zbieraniu dodatkowych punktów za porządek w pokojach czy uczestnictwo w dyżurach.
Mój syn Paweł znalazł nowych przyjaciół, wspólnie zorganizowali dyskotekę, Nie chciał wyjeżdżać z Londonderry. Zostaliśmy dużo dłużej niż zaplanowaliśmy. Nie żałowaliśmy. Spotkanie z uczestnikami obozu długo zostanie w pamięci. Wspólne przeżywanie każdego dnia, będzie długo rozpamiętywane po powrocie do domu. Jako wieloletni wychowawca młodzieży byłam mile zaskoczona zachowaniem uczestników, nie słyszałam żadnych wulgaryzmów, kłótni. Starsze dzieci opiekowały się młodszymi. Bardzo podobał mi się pomysł ojca Waldemara Cichy przyjaciel . Każde dziecko wylosowało innego uczestnika, jego imię zachowało tylko w swoim sercu, nie mogło zdradzić nikomu. Należało zrobić coś miłego dla swojego przyjaciela, napisać życzenia. Jedna z uczestniczek dostała piękne własnoręcznie , zrobione korale, ja też dostałam niespodziankę, która zachowam w tajemnicy. Jeszcze jedna refleksja, na początku dzieci mówiły do siebie po angielsku a do opiekunów zwracały się po polsku, pod koniec pobytu coraz częściej rozmawiały ze sobą po polsku. Bardzo szybko minął tydzień, bardzo trudno było rozstać się. Łzy i wspólne zapewnienia, że spotkamy się w przyszłym roku.
My przyjedziemy na pewno ! Warszawa, Londonderry i New Jersey to bardzo przyjazne miasta dla wszystkich i odległość jaka ich dzieli też nie jest wielka, tylko kilka godzin samolotem.
Magdalena Ładyko
Parafia Św. Szczepana
WWW.st-stephens-church.com
Magic View Mote
Magdalena Ładyko
mladyko@o2@.pl |